Wielkie przenosiny !

Nie umarłem. Żyję. I mam się całkiem nieźle. Brak nowych postów na spacedemo.com ma swoje konkretne wytłumaczenie. Mój blog został dostrzeżony przez Microsoft i program “Partnerstwo dla Przyszłości”, który właśnie uruchomił swój nowy portal. Zaproponowano mi współpracę przy tworzeniu serwisu “Astronautyka” i zgodziłem się. A zatem nadal będziecie mogli czytać moje posty i wynurzenia, ale w zupełnie nowej i bardziej profesjonalnej formie. W serwisie trzeba się zarejestrować, ale jest on oczywiście zupełnie bezpłatny. Nie dostaniecie też żadnego spamu. Są za to nowe możliwości: po pierwsze dział “Aktualności” w którym codziennie pojawiają się nowe informacje dotyczące eksploracji kosmosu. Po drugie jest forum dyskusyjne (właśnie usiłuję je rozkręcać) i właściwie nieskończone możliwości tworzenia dla Was. Nie chcę redagować tego serwisu sam i liczę na Waszą inwencję. Oczywiście spacedemo będzie wisiało w internecie nadal, ale nowe teksty będę publikował już w nowym serwisie. Zapraszam zatem na stronę: www.partnerstwodlaprzyszlosci.edu.pl. Albo po prostu kliknijcie w poniższy baner:

top_astro.jpg

Dodano: 12 Oct 2007

Cały świat szuka Steve’a Fosseta

175px-steve_fossett_04.jpgAmerykański podróżnik znany z bicia wszelkiego rodzaju rekordów (ma ich na koncie 115, jego największym osiągnięciem jest samotne okrążenie Ziemi balonem w 2002 roku) zaginął w rejonie zachodniej Newady 3 września. Fosset nie zgłaszając planu lotu wystartował z prywatnego lotniska małym sportowym samolotem. W akcji ratowniczej wykorzystywany jest najnowocześniejszy sprzęt - na razie bezskutecznie. Teraz Wy także możecie przyłączyć się do poszukiwań. Wystarczy dostęp do sieci i… cała masa cierpliwości. Dzięki zdjęciom wykonanym przez satelitę Ikonos w rozdzielczości 1 m. można na ekranie własnego komputera przeglądać zdjęcia satelitarne i szukać samolotu Bellanca/Citabria Super Decathlon należącego do zaginionego milionera.

Metod jest kilka: pierwsza z nich - najprostsza i jednocześnie najbardziej monotonna to wizyta na stronie http://www.mturk.com . Po rejestracji i zalogowaniu się zobaczycie taki obraz:

fosset2.jpg

W lewym oknie znajduje się obraz z satelity w największym sensownym powiększeniu (mniej więcej 100×100 metrów). Natomiast w lewym - widok satelitarny samolotu podobnego do maszyny Fosseta. Poniżej, dwie możliwe opcje do wyboru: “Tak, na tym zdjęciu jest coś ciekawego” lub “Nie, pokaż następne zdjęcie”. W ten sposób klatka po klatce przeczesujecie Sierra Nevada.

Druga metoda jest nieco przyjemniejsza - wymaga zainstalowania Google Earth i ściągnięcia najnowszych zdjęć rejonu poszukiwań stąd. Następnie należy zejść na wysokość ok 500 metrów i mozolnie przeglądać kolejne rejony:

fosset1.jpg

Ostatnia metoda jest najbardziej atrakcyjna, ale chyba należy ją traktować jako ciekawostkę. Nie każdy wie, że w Google Earth programiści umieścili … symulator lotu. Aby go aktywować należy wcisnąć kombinację klawiszy CTRL+ALT+A. Uwaga ! Wcześniej należy na chwilę zmienić ustawienia regionalne klawiatury na układ angielski (potem opcja jest już dostępna z menu “Narzędzia”). Możemy zatem wcielić się w rolę pilota poszukującego Fosseta:

fosset3.jpg

Konia z rzędem temu, kto znajdzie Fosseta w ten sposób, ale może warto spróbować ? Ja zamierzam użyć jednak klasycznego widoku Google Earth i biorę się do roboty. Kiedy piszę te słowa mija 10 dzień od zaginięcia. Zapasy wody i żywności w samolocie mogły starczyć Fossetowi na tydzień. Pozostaje nadzieja … i miliony internautów. Zachęcam Was do włączenia się do akcji.

Dodano: 12 Sep 2007

Spójrzcie w Teleskop Google’a…

google-sky4.jpg

Jeśli jeszcze nie trafiliście na ten darmowy dodatek do Google Earth gwarantuję wam, że w ciągu najbliższego kwadransa przeżyjecie prawdziwy szok. Marzyliście o dostępie do zdjęć z teleskopu Hubble’a i byliście rozczarowani ochłapami rozsianymi po całej sieci ? To trzymajcie się mocno. Najnowsza wersja Google Earth pozwala spojrzeć nie tylko na Ziemię, ale także w drugą stronę, w kosmos. I moim skromnym zdaniem ten widok jest sto razy lepszy. Ale po kolei: najpierw musicie ściągnąć najnowszą wersję aplikacji ze strony google. Po instalacji waszym oczom ukaże się znajomy widok:

google-sky1.jpg

Na pasku menu po prawej stronie pojawiła się nowa ikonka przedstawiająca Saturna. Jeśli na nią klikniecie… Zresztą nie będę pisał. Po prostu zobaczcie.

google-sky2.jpg

Można teraz swobodnie oglądać gwiazdozbiory (co ciekawe opisane po polsku). Ale to dopiero początek. Weźmy na przykład takiego Oriona… Spróbujmy wykonać powiększenie jego pasa. (Mam słabość do tego miejsca na niebie, bo po pierwsze jest piękne, a po drugie właśnie o nim mówi Rutger Hauer w moim ulubionym “Bladerunnerze”: “I’ve seen things…seen things you little people wouldn’t believe… Attack ships on fire off the shoulder of Orion bright as magnesium…”. Statków kosmicznych może nie zobaczycie, ale…

google-sky3.jpg

Setki tysięcy gwiazd, tysiące z nich opisane. Niemal cały katalog Messiera i setki zdjęć z orbitalnego teleskopu Hubble’a. Tysiące godzin zabawy. Jeśli kiedykolwiek marzyliście o dobrym teleskopie który można by wystawić na balkon i w domowym zaciszu oglądać gwiazdy na ekranie komputera, to google właśnie spełniło wasze marzenia - i do tego za darmo.

Aplikacja nie jest pozbawiona wad - przede wszystkim nie można swobodnie przybliżać planet, ale nic to. W sieci od dawna dostępne są szczegółowe satelitarne zdjęcia Marsa i Księżyca. Jeśli znajdziecie coś ciekawego, dajcie znać.

Dodano: 5 Sep 2007

Recenzja książki - Bohdan Świątkiewicz “Polak w Kosmosie”

polak-w-kosmosi.jpg

Zapraszam do lektury nowej recenzji zupełnie nie nowej książki (bo wydanej w 1978 roku). Tekst już tradycyjnie można znaleźć w dziale “Recenzje książek“. Po raz pierwszy pisałem omówienie książki w zatłoczonym ekspresie relacji Warszawa - Katowice. Miny współpasażerów kiedy co chwila zerkałem na okładkę i klepałem w klawisze notebooka były dziwne. Przy okazji nie mogę oprzeć się pokusie umieszczenia na blogu zdjęcia ze spotkania z Mirosławem Hermaszewskim w Planetarium Śląskim:

jarek-z-hermaszewskim.jpg
Na zdjęciu od lewej: Stefan Janta (Planetarium Śląskie), gen. Mirosław Hermaszewski i ja. Do tego spotkania nawiązuję też w recenzji. Miłej lektury !

Dodano: 1 Sep 2007

“Endeavour” wylądował, ale czy jeszcze wystartuje ?

187297main_07pd2299-m.jpg

Ten post pewnie zdziwi stałych czytelników mojego serwisu, bo z reguły unikam pisania o aktualnościach skupiając się na tekstach przekrojowych, albo na historii lotów kosmicznych. Ale skoro w podtytule mojego bloga umieściłem zdanie “cosmic fascinations”, to nie mogę nie podzielić się z Wami swoimi wrażeniami z dzisiejszego lądowania wahadłowca “Endeavour”. Po pierwsze zostało genialnie pokazane (z kilku kamer), po drugie pogoda była doskonała i wreszcie po trzecie - było to pierwsze lądowanie wahadłowca, które oglądałem ze swoją dwu i pół letnią córką. Alicja ze zdziwienia aż rozdziawiła buzię. I pomyśleć, że ludzie, którzy patrzyli tak jak ona na pierwsze lądowanie “Columbii” mają teraz po 19 lat…. Ta myśl doprowadza mnie niestety do nieco smutniejszej refleksji - nie mogę oprzeć się wrażeniu, że patrzymy na jedną z ostatnich misji wahadłowców.

187300main_07pd2302-m.jpg

Kiedy dwa lata temu startował w kosmos “Discovery” agencja NASA zapowiadała powrót Ameryki na orbitę po tragicznej katastrofie “Columbii”. Jednak jak wiemy, usterka spowodowana uszkodzeniem osłony termicznej wahadłowca spowodowała dalsze wstrzymanie lotów. Problemu jednak najwyraźniej nie usunięto - od czasu wznowienia misji promów kosmicznych za każdym razem słyszymy o podobnej usterce. Wtedy, tuż po lądowaniu “Discovery” nagrałem audycję poświęconą przyszłości wahadłowców. Zapraszam do słuchania…

click to listen

Dziś mam podobne odczucia jak wtedy. Uważam, że obserwujemy powolną agonię amerykańskiego programu lotów załogowych w kosmos. NASA nie ma w tej chwili alternatywy dla wahadłowców, a prywatne statki kosmiczne takie jak SpaceshipOne to dopiero bardzo nieśmiałe skoki suborbitalne. Jeżeli Amerykanie przerwą program lotów promów kosmicznych pozostaną na naszej planecie jedynie dwa kraje zdolne wysyłać ludzi na orbitę: Rosja i … Chiny. To smutne. Ale być może moje spojrzenie na problem jest zbyt pesymistyczne. Zapraszam do dyskusji. A tymczasem proponuję Wam jeszcze raz przeżyć dzisiejsze lądowanie STS 118. Film znajduje się na stronie NASA w galerii wideo.

Dodano: 22 Aug 2007

Nowy seans w Planetarium Śląskim ! I konkurs …

Teraz już wiecie dlaczego tak długo nie aktualizowałem bloga. Byłem po prostu zajęty szlifowaniem scenariusza nowego seansu dla Planetarium Śląskiego, seansu, którego mam przyjemność być autorem, a właściwie współautorem, bo jak zwykle przy tak dużym projekcie pracuje cała masa ludzi – przede wszystkim Stefan Janta z Planetarium, a także Jacek Kurkowski – nasz genialny realizator dźwięku z którym pracujemy nad ścieżką audio oraz chłopaki ze Śląskiej Wyższej Szkoły Informatyki, którzy przygotowują część animacji komputerowych.

Dziś, na około sześć tygodni przed premierą mogę uchylić nieco rąbka tajemnicy i przekazać trochę informacji. Tym razem postanowiłem zająć się asteroidami, których miliony krążą naszym układzie. Wiele z nich stanowi poważne zagrożenie dla Ziemi. W seansie odbędziemy zatem podróż w czasie i przestrzeni – przeniesiemy się do Tajgi w rejon Podkamiennej Tunguskiej, gdzie na początku ubiegłego wieku nastąpił prawdziwy kosmiczny kataklizm, cofniemy się także o miliony lat by zobaczyć zagładę dinozaurów. Nie zabraknie oczywiście podróży kosmicznych – w tym fascynującego lądowania na planetoidzie Eros. Pokażemy jak wygląda asteroida zbudowana w 99 procentach z platyny i w jaki sposób można uchronić naszą planetę przez zagładą, która być może nastąpi już za kilka dziesięcioleci. Będzie sporo efektów dźwiękowych i wizualnych.

Poniżej kilka zdjęć z realizacji seansu. Zapraszam na „Kosmiczne głazy” na przełomie września i października w Planetarium Śląskim. Acha ! Pod zdjęciami niespodzianka, a właściwie jeśli uważnie przeczytaliście tytuł posta, to spodziewanka.

plan1.jpg
Sala projekcyjna w Planetarium inspiruje mnie od dziecka…

plan2.jpg
…szczególnie wtedy, gdy robi się ciemno.

plan3.jpg
Stefan Janta - wicedyrektor Planetarium przygotowuje sprzęt do próbnego nagrania ścieżki dźwiękowej  

plan5.jpg
Wszystkie systemy sprawne…  

plan6.jpg
Można rozpocząć nagranie !  

plan9.jpg
Jednocześnie Jacek Kurkowski rozpoczyna pracę nad efektami dźwiękowymi i muzyką…  

plan10.jpg
…a graficy z SWSI tworzą animację. Będzie co oglądać.  

A teraz uwaga… konkurs ! Jeśli dysponujecie zdolnościami plastycznymi, lub macie znajomych, którzy takowe posiadają – zapraszam. Ogłaszam konkurs na grafikę/zdjęcie/kolaż/wizję artystyczną/animację asteroidy uderzającej w Ziemię miliardy lat temu dzięki czemu uformował się Księżyc. Konkurs potrwa przez najbliższe dwa tygodnie. Nagroda jest tylko jedna, ale za to fajna. Po pierwsze: zwycięzca otrzyma bezpłatne, podwójne zaproszenie na premierę. Po drugie grafika/animacja itp. zostanie wykorzystana w seansie, a nazwisko autora pojawi się na kopule planetarium wśród twórców pokazu. Jeśli chcecie wziąć udział – zapraszam ! Radosną twórczość wysyłajcie do mnie: j.juszkiewicz@gmail.com

Dodano: 18 Aug 2007

Seks w kosmosie

519a.jpg

„Czy ktoś uprawiał już seks w kosmosie?” – to jedno z pytań, które zadają codziennie miliony pasażerów statku kosmicznego ZIEMIA i na które wciąż nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Wróć. Odpowiedź jest - zarówno agencja NASA jak i Rosyjska Agencja Kosmiczna oficjalnie zaprzeczają, by taki eksperyment odbył się w czasie któregokolwiek z załogowych lotów kosmicznych. Zwolennicy teorii spiskowych oczywiście sądzą, że jest inaczej i przytaczają słynny już tajny dokument NASA 12-571-3570, który został opublikowany w książce francuskiego astronoma Pierre’a Kohlera pt. „Ostatnia misja”. Książka spowodowała w swoim czasie dużo zamieszania –dokument opisuje przebieg eksperymentu do którego miało dojść w czasie misji promu kosmicznego „Columbia” w 1996 roku (STS-75). Celem badań miało być wypróbowanie 10 różnych pozycji seksualnych z użyciem systemu elastycznych pasów i nadmuchiwanych rur, by sprawdzić jak zachowują się ludzkie ciała w czasie współżycia płciowego w stanie zerowej grawitacji.

sexspace.jpg

NASA oficjalnie zaprzeczyła istnieniu dokumentu, dodając że „nie są w tej chwili prowadzone żadne badania w tym kierunku.” Także numeracja nie pasuje do systemu używanego w NASA. Oczywiście, można zastanawiać się czy Amerykanie kłamią, ale mnie osobiście przekonuje inny fakt. Sprawdziłem skład załogi STS-75. Nie było w nim kobiety. To chyba rozwiewa wszelkie wątpliwości. Chyba że wymyślny system pasków i rur był testowany tylko przez mężczyzn, ale wydaje mi się to mało prawdopodobne….

sex-in-space3.jpg

Wiadomo, że najwięcej doświadczenia w medycynie kosmicznej mają Rosjanie. Od początku lat 60-tych działa w Moskwie Instytut Problemów Biomedycznych zajmujący się między innymi działaniem zerowej grawitacji na ludzki organizm. Naukowcy badają także wpływ nieważkości na popęd seksualny ssaków. Jednak jak podkreśliła w wywiadzie udzielonemu serwisowi space.com pracująca w instytucie dr Liubow Serowa nigdy nie przeprowadzano badań z udziałem człowieka. Dr Serowa twierdzi, że nawet w czasie bardzo długich lotów seks nie jest astronautom niezbędny do życia. „W kosmos wysyłane są z reguły osoby o silnej motywacji, skoncentrowane na osiągnięciu założonego celu. Dla większości z nich takim celem jest lot w kosmos, wykonanie misji i bezpieczny powrót na Ziemię. Sprawy życia intymnego są odsuwane przez mózg automatycznie na dalszy plan” – mówi Serowa. Mówiąc wprost – astronautki i astronauci nie mają w trakcie misji czasu na myślenie o seksie. Poza tym we współczesnych statkach kosmicznych trudno jest stworzyć atmosferę intymności – kajuty astronautów są jednoosobowe a na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej panuje ciągły hałas wytwarzany przez system podtrzymania życia i klimatyzację.

sex-in-space2.jpg

Zarówno amerykańscy jak i rosyjscy naukowcy podkreślają, że zaplanowanie takiego eksperymentu z udziałem ludzi niesie za sobą całą masę dodatkowych problemów: jak rozwiązać problem antykoncepcji ? Co zrobić w wypadku, gdyby doszło do zapłodnienia ? Ryzyko uszkodzenia płodu na skutek wpływu promieniowania kosmicznego jest dość duże, poza tym eksperymenty na szczurach wykazały, że płód ssaka nie rozwija się w stanie zerowej grawitacji normalnie.

Spróbujmy jednak puścić wodze fantazji. Jak mógłby wyglądać seks w kosmosie ? Czy pozbywająca się skafandra partnerka byłaby tak kusząca jak Jane Fonda w kultowej już scenie z filmu „Barbarella” ?

barbarella.jpg

kliknij by odtworzyć fragment filmu 

Naukowcy są zgodni – seks w stanie nieważkości byłby z pewnością doświadczeniem niezapomnianym. Zerowa grawitacja pozwala na stworzenie całej seksualnej choreografii, ale sprawia jednocześnie, że bardziej się pocimy, a pot nie spływa normalną drogą, lecz pozostaje przyklejony do skóry. A zatem seks w kosmosie będzie „gorętszy” i … hm… “wilgotniejszy”. Zerowa grawitacja i równomierne rozłożenie płynów w organizmie poprawi nieco nasz wygląd i wygładzi zmarszczki, ale jest również druga strona tego medalu – krew pompowana jest przez serce pod mniejszym ciśnieniem, więc w czasie wzwodu rozmiar penisa u mężczyzny jest nieco mniejszy niż na Ziemi. I choć pewnie za pół wieku wiele par będzie się decydowało na romantyczny lot do orbitalnego hotelu na godziny, sporo osób może się rozczarować próbując seksualnego tańca w nieważkości, ponieważ gwałtowne ruchy mogą wywoływać nudności i wymioty, czego doświadczyło już wielu astronautów.

zero-g-spot.jpg

Wciąż jednak nie odpowiedzieliśmy na pytanie – jak będzie wyglądał seks w kosmosie od strony technicznej ? By to sprawdzić pisarz Michael Behar i jego żona Ashley Kissinger odbyli w ubiegłym roku podróż specjalnym samolotem pozwalającym na kilkuminutowe uzyskanie stanu zerowej grawitacji. Nie było oczywiście mowy o seksie, ale para w czasie paru przelotów sprawdziła możliwe pozycje seksualne. Wnioski: bez odpowiedniego treningu trudno się nawet pocałować. Dużą rolę odgrywają silne nogi kobiety, ponieważ musi się ona nimi mocno trzymać partnera – w stanie nieważkości trzecia zasada dynamiki mówiąca o akcji i reakcji jest szczególnie odczuwalna. Generalnie taki seks wygląda na bardziej męczący niż na Ziemi i wiele wskazuje na to, że będzie on jednak wymagał dodatkowych akcesoriów, co oczywiście w swoim czasie stworzy nowe możliwości dla przemysłu erotycznego.

sex-in-space21.jpg

A jednak, jak stwierdził anonimowo jeden z pracowników NASA już za kilka lat w komercyjnych pojazdach typu SpaceshipTwo będą latać w kosmos całe grupy ludzi tylko po to, by kochać się w kosmosie i po powrocie wskazując na niebo palcem mówić „zrobiliśmy To tam”…

Dodano: 13 Jul 2007

Dziękujemy Ci, “Voyagerze”

ssportrait_vg1_small.jpg

Zdjęcie które umieściłem powyżej zostało wykonane przez bezzałogową sondę „Voyager 1”, która 14 lutego 1990 roku po raz ostatni odwróciła obiektywy swoich kamer w stronę Ziemi i sfotografowała sześć planet naszego układu, wraz ze Słońcem. Kiedy powiększycie obraz, zobaczycie jak wygląda Ziemia z odległości 6 miliardów kilometrów.

Dziś „Voyager” 1 jest o wiele dalej – w chwili gdy czytacie ten tekst, sonda znajduje się prawie 15 miliardów kilometrów od Słońca i mknie przez kosmiczną pustkę z prędkością ponad 60 tysięcy kilometrów na godzinę. Z tej odległości obiektywy aparatów fotograficznych nie są w stanie zobaczyć już planet, a Słońce jest tylko nieco większe niż pozostałe gwiazdy.

766px-voyager.jpg

„Voyager 1” To znajdujący się najdalej od Ziemi i jednocześnie najszybszy pojazd skonstruowany przez człowieka. Pojazd, który zadziwił swoich twórców, ponieważ po trzydziestu latach od wystrzelenia z Przylądka Canaveral nadal ….działa i jest obsługiwany przez kilkunastoosobowy zespół naukowców i techników. Obecnie „Voyager 1” znajduje się w miejscu nazywanym przez naukowców „płaszczem Układu Słonecznego”. To miejsce w którym wiatr słoneczny zwalnia do prędkości mniejszej niż prędkość dźwięku i tworzy turbulencje. Za osiem lat sonda dotrze do obszaru określanego jako heliopauza.

voy-voyage.jpg

Niestety, „Voyager 1” nie dostarcza już dokładnych informacji na temat właściwości wiatru słonecznego poza naszym układem, ponieważ podstawowy przyrząd służący do tego rodzaju badań uległ awarii w 1990 roku. Poza tym kontakt z sondą jest dość utrudniony. Dane z „Voyagera 1” odbierane są przez Deep Space Network - międzynarodową sieć anten parabolicznych o średnicy od 34 do 70 metrów z prędkością 1.4 kbit/s. Sygnał z sondy do Ziemi biegnie 12 godzin. A jednak kilka lat temu „Voyagerowi” udało się przesłać na Ziemię dźwięki z heliosfery ! To emisja radiowa na częstotliwości 2-3 KhZ pochodząca z krańców naszego układu:

click to hear

Wielu naukowców uważa, że załogowy program lotów na Księżyc Apollo choć spektakularny, nawet w jednej dziesiątej nie dostarczył nam tylu informacji o układzie słonecznym niż misje „Voyagera 1” i „Voyagera 2”. Dokładny ich opis znajdziecie oczywiście w Wikipedii, ale myślę, że warto przypomnieć chyba najbardziej spektakularny moment lotu „Voyagera 1”, czyli znalezienie się w pobliżu Jowisza. Oto kilka zdjęć tej planety wykonanych przez sondę:

voyager-jup3.jpg voyager-jup2.jpg voyager-jup1.jpg

Poniżej film stworzony ze zdjęć zrobionych przez „Voyagera 1” – tak wygląda miesiąc na Jowiszu:

jupiter2.gif

Jednym z największych odkryć dokonanych dzięki „Voyagerowi 1” było zbadanie jednego z księżyców Saturna – Tytana. Lepsze zdjęcia tego największego satelity w naszym układzie zrobiła dopiero sonda Cassini ponad 20 lat później. Przelot w pobliżu planet – olbrzymów popchnął „Voyagera 1” z wielką siłą ponad płaszczyznę ekliptyki w kosmiczną pustkę. Jeśli sonda nie zderzy się z jedną z komet z Obłoku OOrta, za ok. 40 000 lat znajdzie się w odległości ok. półtora roku świetlnego od gwiazdy AC+793888 w gwiazdozbiorze Żyrafy:

n1530blocks.jpg

Sondy serii Voyager przeszły do historii także dzięki nagraniom, które umieszczono na ich pokładzie na wypadek gdyby urządzenia zostały przechwycone przez przedstawicieli innej cywilizacji. Na specjalnych, pozłacanych płytach zapisano dźwięki, muzykę i obrazy z Ziemi. Na okładkach natomiast wygrawerowano przekazy graficzne wyjaśniające m.in pochodzenie „Voyagerów”.

voyager-record.jpg voyager-plyta.jpg

Wśród pozdrowień nagranych na płytach znajdują się także słowa w języku polskim:

click to hear

Co będzie działo się dalej ? Za dwa lata sonda straci możliwość manewrów w przestrzeni. Mniej więcej w tym samym czasie ustanie komunikacja z Ziemią. W 2016 roku ilość energii dostarczana przez ogniwo nuklearne znajdujące się na pokładzie „Voyagera 1” będzie tak mała, że niektóre urządzenia automatycznie się wyłączą. W 2020 roku, pół wieku po rozpoczęciu misji sonda będzie martwa.

vgrat100.gif

Myśl o tym, że na Ziemi przeminą setki pokoleń, a przez kosmos w dalszym ciągu będzie mknął bezzałogowy statek niosąc informacje o naszej planecie pozwala nabrać dystansu do otaczającej nas codzienności, prawda ?

Ale może „Voyager 1” wcale nie doleci do gwiazdozbioru Żyrafy, tylko za kilkaset lat zostanie przechwycony przez wyprawę z Ziemi, która ściągnie go z powrotem do domu i sonda trafi do muzeum by mogły oglądać ją nasze pra pra pra pra pra…. wnuki ? Eeeee…. lepiej nie. Niech podąża spokojnie ku swemu przeznaczeniu.

Dziękujemy Ci, „Voyagerze”.

Dodano: 29 Jun 2007

Nowa recenzja książki. Stanisław Lem - “Solaris”

solaris.jpg

Kilka osób pewnie zastanawia się co robi Clooney na mojej stronie i dlaczego tym razem zdecydowałem się na opisanie książki science fiction, ale wyjaśnienie znajduje się już na początku recenzji. Zatem zapraszam do lektury i uwaga: pod recenzją umieściłem pliczek dźwiękowy, który warto ściągnąć i odsłuchać w czasie czytania. Wasze komentarze jak zwykle - mile widziane. Tekst znajduje się oczywiście w dziale “recenzje książek”.

Dodano: 26 Jun 2007

Kosmiczne pogrzeby

space2.jpg

Pamiętacie ostatnią scenę filmu „Kosmiczni kowboje” ? Tommy Lee Jones - astronauta NASA, któremu nie było dane wziąć udziału w misjach Apollo popełnia samobójstwo kierując radzieckiego satelitę wojskowego na kurs kolizyjny z Księżycem. Słysząc słynną piosenkę „Fly Me To The Moon” Franka Sinatry widzimy ciało Jonesa leżące na Srebrnym Globie. To już nie fantazja. Kosmiczne pogrzeby są możliwe. Grób jednego człowieka znajduje się już nawet na Księżycu.

Od końca lat 90-tych w kosmosie „pochowano” około 150 osób. Oczywiście w grę nie wchodzi wysłanie w przestrzeń całego ciała zmarłego. Byłoby to po prostu zbyt drogie. W niewielkiej kapsule wysokości ok. 7 centymetrów i średnicy 1 cm. umieszczana jest próbka prochów pochodząca z kremacji. Pierwsza próba „kosmicznego pochówku” odbyła się 21 kwietnia 1998 roku. Specjalna rakieta „Pegasus” odpalona na wysokości 11 kilometrów z pokładu samolotu wyniosła na niską orbitę prochy 24 osób znajdujące się w specjalnym pojemniku. Satelita spłonął w atmosferze w maju 2002 roku.

503px-taurusvandenbergafb12may2000timeexposure.jpg

Obecnie nie są organizowane specjalne loty „pogrzebowe” – pojemniki z prochami wysyłane są przy okazji innych misji – najczęściej w czasie umieszczania na orbicie sztucznych satelitów, ale nie tylko. Szczątki jednego z odkrywców komety Shoemaker – Levy 9, która w latach 90-tych zderzyła się z Jowiszem, Eugene Shoemakera stanowiły dodatkowy ładunek księżycowej sondy Lunar Prospector wystrzelonej w styczniu 1999 roku i w lipcu tego samego roku spoczęły w okolicy południowego bieguna Srebrnego Globu.

lpnosunm.jpg

W tej chwili komercyjną działalnością w tym zakresie zajmuje się na świecie tylko jedna firma - Space Services inc., która oferuje m.in. wysłanie prochów w lot suborbitalny - w ten sposób pochowany został m.in amerykański astronauta Gordon Cooper biorący w latach 60-tych udział w programie Mercury. Koszt wysłania jednego grama prochów wynosi w tym wypadku 495 USD. Wystrzelenie szczątków bliskiej osoby na orbitę jest oczywiście droższe - 1295 USD za 1 gram. Dziesięć razy więcej trzeba zapłacić za pogrzeb na Księżycu – najbliższy taki lot planowany jest na 2009 rok. Na ten sam rok firma planuje wystrzelenie w kosmos specjalnego statku kosmicznego, który napędzany olbrzymim żaglem na wiatr słoneczny opuści nasz układ i poleci do gwiazd. Za wysłanie 1 grama prochów bliskiej osoby w taką międzygalaktyczną podróż trzeba zapłacić 12 500 USD.

_38280277_sail300.jpg

Zdaniem analityków kosmiczne pogrzeby to dziedzina biznesu, która będzie rozwijała się równie szybko jak turystyka kosmiczna. Pytanie tylko co na to wszystko księża i teolodzy ? Ja marzę co prawda o locie w kosmos, ale jednak w innej formie – w towarzystwie układu podtrzymania życia…

Dodano: 23 Jun 2007

 
 
<